Świadectwo Podopiecznej.

Witajcie! Mam na imię Asia. Odkąd pamiętam w moim otoczeniu była przemoc psychiczna. Tata stosował taką przemoc wobec mamy, mojego rodzeństwa i mnie. Moja babcia doznawała przemocy psychicznej ze strony mojego dziadka, mój drugi dziadek doznawał takiej przemocy ze strony drugiej babci. Dorastałam w atmosferze awantur, smutku i poczucia niesprawiedliwości. Byłam dzieckiem niewidocznym, o niskim poczuciu wartości, zamkniętym w sobie i bardzo samotnym. Ale to nic, bo był jeszcze Jezus, który bardzo wcześnie “skradł” moje serce.

Jak Go poznałam? Sama nie wiem, w Kościele, na lekcjach religii… na jakichś rekolekcjach. Był moim przyjacielem, jedynym powiernikiem i sensem życia. Oddałam Mu swoje życie i całe swoje serce, chciałam być wyłącznie Jego, iść do zakonu. Mówiłam o tym rodzinie przez 4 lata, ale nie spotkało się to z akceptacją, a byłam osobą nastawioną na spełnianie oczekiwań innych. Marcina poznałam na studiach, zaimponowało mi to, że ktoś tak inteligentny i odnoszący sukcesy zainteresował się mną, której nikt inny nie dostrzegał. Czy byłam zakochana? Z pewnością nie, byłam zakochana w Bogu, a Marcin działał w duszpasterstwie akademickim, był w odnowie w Duchu Świętym, w której tak bardzo chciałam być, ale z powodu miejsca zamieszania nie miałam takiej możliwości, zapraszał mnie na rekolekcje, prelekcje, wykłady księży, mówił, że chce iść wspólnie ze mną do nieba. Z tych powodów podjęłam pochopną decyzję o małżeństwie, bardzo szybkim. Po ślubie wszystko się zmieniło, mąż zerwał z duszpasterstwem, przestał się spowiadać, chodził jedynie na niedzielną Mszę i od czasu do czasu przyjmował świętokradczo Komunię, nie chciał się też wspólnie modlić i co prawda zgodził się wstąpić do Domowego Kościoła, ale nie miał zamiaru podejmować żadnych zobowiązań wynikających z programu tego ruchu i bardzo szybko zrezygnował. Czułam się oszukana, w naszym małżeństwie nie było Boga i zaczęła dochodzić przemoc psychiczna, głównie manipulacje, obrażanie się, brak jakiejkolwiek empatii, wykorzystywanie, brak wsparcia, brania pod uwagę moich potrzeb, potem ograniczanie kontaktów i zmuszanie do rzeczy, które były sprzeczne z moim sumieniem. Żałowałam tej decyzji od samego początku, ba! nawet przed ślubem jej już żałowałam, ale bałam się wycofać, bo już zostały włożone środki finansowe, suknia ślubna była w trakcie szycia itd. Żałowałam aż do czasu, kiedy poczęło się i narodziło moje pierwsze dziecko. Potem rodziły się kolejne. No i była wspólnota, najpierw jedna, potem druga. I bardzo długotrwały, ale nieustanny proces uzdrawiania wewnętrznego. Przeszłam przez 3 modlitwy o uwolnienie według pięciu kluczy Neala Lozano, dzięki którym przestałam się nienawidzić, zaczęłam wierzyć, że można mnie polubić. Duch Święty mi pokazał największe przekonanie, które miałam o swoim życiu, a mianowicie że zniszczyłam życie mojej mamie, przychodząc na świat, że gdyby nie ja to mama nie musiałaby wychodzić a mąż, nie musiała by tak cierpieć. To przekonanie przeniosło się na inne relacje. Czułam wewnętrznie, że powinnam unikać ludzi, bo nic nie wnoszę, a jestem tylko zawadą. W chwili, kiedy doszło to do mojej świadomości, mogłam w Imię Jezusa temu zaprzeczyć. Sporo się wtedy zmieniło we mnie, otwarłam się, zaczęłam wchodzić w przyjaźnie, ale też zaczęłam buntować się w małżeństwie. Niestety niewiele to dało, zmieniło jedynie taktykę mojego męża, przestał się obrażać, zaczęło się poniżanie, jeszcze większa manipulacja, obwinianie i jeszcze większy nacisk, żebym robiła wszytko tak, żeby jemu było wygodnie i miło. Podporządkowywał sobie również dzieci, stosował przemoc wobec nich, jak zamykanie maluchów w pokojach, gaszenie im światła, krzyki itd. Nie brał udziału w wychowaniu, zajmowaniu się nimi, chyba, że miał akurat taki kaprys, ale zdarzało się to niezwykle rzadko. Coraz bardziej zaczął się uzależniać od komputera, stracił jedną pracę, potem drugą, siedział cały czas w domu, więc ja z dziećmi coraz mniej. Przy mężu trzymała mnie jedynie przysięga małżeńska, szukałam sposobów, żeby stać się lepszą żoną, żeby wpłynąć jakoś na zachowanie męża, starałam się go jak najwięcej chwalić, wzmacniać przejawy dobrych rzeczy w nim, ale skutek był wręcz odwrotny. Przełomowym momentem było ogłoszenie w Polsce lockdownu, siedzieliśmy w domu, skończyły się zajęcia dodatkowe dzieci, jazdy komunikacją miejską z czwórką maluchów po całym mieście, nie byłam już tak wykończona, więc miałam czas na modlitwę nocami, rekolekcje online. Podczas jednej medytacji biblijnej zobaczyłam siebie jako syna marnotrawnego ze świniami, umęczonego i pozbawionego godności, a następnie powracającego do ojca, który rzuca mu się na szyję i zakłada pierścień, symbol godności. Poprzez tą modlitwę Pan Bóg podniósł moją godność. Jeszcze dzień poprzedzający ją szukałam sposobów, żeby dać z siebie jeszcze więcej, być bardziej idealną żoną, następnego dnia zupełnie inaczej zaczęłam widzieć rzeczywistość i stwierdziłam, że nie dam się tak dłużej traktować, jestem córką Króla, dziedziczką Jego Królestwa Niebieskiego. Podjęłam decyzję- uciekam. Ale jak? Nie mam pieniędzy, moja mama nie żyje od kilku lat, rodzina pozadłużana, a ja z czwórką małych, często chorujących dzieci. Napisałam do wspólnoty, napisałam do grupy mam z małymi dziećmi, prosząc o modlitwę, rady i namiary. Dostałam ich trochę, dużo rozmawiałam przez telefon, mąż wiele informacji przechwycił, przejął komputer, chciał odebrać telefon, uciekłam z dziećmi tak jak stałam, zdążyłam wziąć trochę ubrań dla dzieci i jedną spódnicę dla siebie, przyjaciółka i rodzina zafundowała hostel na 4 noce, potem miałam zaplanowany wcześniej wyjazd do siostry. Dostałam namiary na schronienia, centra interwencji, centrum praw kobiet, no i później na fundację Bezcenni. Od razu zadzwoniłam, rozmawiałam z Magdą, otrzymałam różnego rodzaju wsparcie, ale najcenniejsze było dla mnie wsparcie duchowe, moja intencja poszła od razu do wstawienników. Późniejsza ogromna pomoc, jaką dostałam od fundacji była i jest ważna, ale ta modlitwa była dla mnie nie do przecenienia, ja czułam cały czas jak mnie niosła, jak układała wszystkie okoliczności na naszej, mojej i dzieci drodze, ale też dała ogromne poczucie bezpieczeństwa i pokoju, że Pan Bóg działa na moją korzyść. Rozmawiając z Magdą miałam poczucie, że dokładnie zna moją sytuację, typ osobowości mojego męża, z drugiej strony ważne też było dla mnie, że jako osoba wierząca nie sugeruje, że powinnam trwać przy mężu ze względu na sakrament, z czym spotkałam się wcześniej, ale jest gotowa pomóc mi uciec, ochronić siebie i dzieci. Cenne też były wskazówki na jaką pomoc od państwa, ale też od nich mogę liczyć. Byłam zdecydowana zamieszkać na jakiś czas w instytucji, choć moja wspólnota proponowała wspólne wynajmowanie nam mieszkania. Instynkt podpowiadał, że instytucja będzie dobrym początkiem ze względu na szeroki zakres pomocy i doświadczenie. Tym sposobem znaleźliśmy się w ośrodku dla osób dotkniętych przemocą w rodzinie. To był bardzo dobry czas, trafiliśmy tam w najlepszym momencie, kiedy nie było prawie nikogo, a potem pojawiały się fantastyczne mieszkanki, z którymi do tej pory utrzymuję kontakt, dostaliśmy różnorodne wsparcie. W tym czasie dostawaliśmy też paczki z najpotrzebniejszymi rzeczami od darczyńców fundacji Bezcenni, ponieważ niewiele mogliśmy wziąć z domu. Najtrudniejszym dla mnie momentem było zabranie mi przez męża jednego z dzieci i tutaj też bardzo pomogła modlitwa wstawienników, po ludzku nie mogłam spać, kołatały się różne scenariusze jak odebrać dziecko, które było poddawane manipulacji męża i zapewne zaniedbywane jak dotąd. Ale w tym wszystkim miałam ogromny pokój serca i pewność, że córka wróci do mnie i rodzeństwa lada moment, a nawet ogromną wdzięczność do Boga, że On już działa w tej sprawie. I tak też się stało, wkrótce odzyskałam dziecko. Ośrodek dawał wsparcie prawne, ale nie mógł mnie reprezentować, sama musiałam jeździć do sądu, nieraz bardzo długo czekać na prawnika, dlatego fundacja dała mi też wsparcie w postaci adwokata, pierwszy sukces prawny za mną, sąd zabezpieczył zamieszkanie dzieci ze mną… Dzięki pomocy fundacji mogę teraz wynajmować mieszkanie i zaczynać nowe życie, w nowym miejscu, wspierani ciągle przez wolontariuszy. Dziękuję z całego serca wstawiennikom, wolontariuszom i darczyńcom. Wielkie Bóg zapłać!

Imiona zostały zmienione.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *